BLOG DLA LEKARZY

Bardzo się ucieszyłam, kiedy w ubiegłym roku udało mi się znaleźć świetne tanie połączenie do Treviso na narty. Kilkudniowy wyjazd na narty powinien być przyjemnością, a jazda samochodem przez kilkanaście godzin raczej do takich przyjemności nie należy. Tradycyjnie wykupiłam ubezpieczenie podróżne (asecurama.pl). Nawet nie wiedziałam jak ważne przy tej okazji okaże się ubezpieczenie bagażu, które wchodziło w skład tego ubezpieczenia.

Taki wyjazd zawsze powoduje produkcję sporej ilości endorfin. Było tak i tym razem, do momentu wylądowania w Treviso … kiedy zobaczyłam na taśmie walizkę – wyglądała jak moja, ale na pewno nie należała do mnie, ponieważ moją zakupiłam kilka dni przed wyjazdem. Była nowiutka, malinowa, ultralekka. Ta, która trzeci raz przejeżdżała przede mną na taśmie była bez kółka, ubłocona i rozerwana na jednym rogu. Ponieważ została już tylko ta, zaczęłam niestety oswajać się z ewentualnością, że może należeć do mnie. Z lekkim obrzydzeniem ściągnęłam ją z taśmy i zerknęłam na etykietę. Było na niej moje nazwisko… Co zrobić w takiej sytuacji? Pracuję już kilka lat w ubezpieczeniach, więc złożenie deklaracji szkodowej nie jest dla mnie niczym nowym i specjalnie kłopotliwym.
Sfotografowałam walizkę telefonem komórkowym, sfotografowałam również uszkodzone i zabrudzone ubrania i sprzęt. Na wszelki wypadek poprosiłam także o stosowny dokument na lotnisku. Wypisano mi go bez problemu. Ponieważ nowej walizki potrzebowałam od razu, podobnie jak kasku narciarskiego, który został uszkodzony, przed transportem do hotelu, odwiedziłam kilka sklepów w Treviso. Potrzebny był zakup nowej walizki i kilku rzeczy, które również uległy uszkodzeniu. Walizka kosztowała mnie 220 EUR, pobrudzona i uszkodzona bielizna termiczna około 300 EUR, a nowy kask – przy starym pod wpływem uszkodzenia urwało się zapięcie - około 200 EUR. Po zakupach endorfiny wróciły, no i podróż na stok odbyła się już w świetnej atmosferze. Znajomi, z którymi podróżowałam, nawet trochę zaczęli mi zazdrościć tej sytuacji - nowa walizka, nowa bielizna termiczna, nowy kask…

Za wykupione przed wyjazdem na narty ubezpieczenie zapłaciłam około 12 EUR, a koszt nowych rzeczy wyniósł 720 EUR. Po powrocie wysłałam do ubezpieczyciela zgłoszenie szkody wraz z całą dokumentacją – zaświadczenie o uszkodzeniu z lotniska oraz dowody zakupu poszczególnych rzeczy. W ciągu około 10 dni otrzymałam równowartość pełnej wydanej i udokumentowanej kwoty.

Muszę przyznać, że ubezpieczenie wyjazdu zagranicznego kupiłam przede wszystkim, aby chronić się przed kosztami leczenia za granicą. Okazało się, że przydała się ochrona bagażu. Odradzam kupno bardzo tanich ubezpieczeń. Zwykle nie gwarantują faktycznej ochrony. Niewielka różnica w cenie może powodować, że zakres ochrony jest dużo większy i wyższe są również limity ubezpieczenia, czyli kwoty jakie wypłaci nam ubezpieczyciel jeśli wystąpi objęte ochroną zdarzenie. Warto też zwrócić uwagę czy ubezpieczenie w ogóle obejmuje uprawianie narciarstwa. Często jest to niestety wyłączone ze standardowych ubezpieczeń podróżnych.

Kliknij i dowiedz się więcej na asecurama med!

Komentarze

Dodaj komentarz

Komentarze:

Prawda jest taka, że firmy lotnicze to olbrzymie korporacje. Wcale nie oznacza to, że ich pracownicy są zawsze na odpowiednim poziomie. To, że walizka wróciła zniszczona, pokazuje jedynie, że ktoś z pracowników ewidentnie nie obchodził się z nią nazbyt delikatnie. Właśnie dlatego zawsze zachęcam przyjaciół i znajomych, by skorzystali z ubezpieczeń turystycznych, podróżnych. Np. takich jak tu http://www.ubezpieczeniapzu.org Nie czy takich jak u innych ubezpieczycieli. Nie są najdroższe, a mogą na prawdę zaoszczędzić kłopotów. Czasem, nawet uratować cały wyjazd.

dodany przez Agata Szachowska-Grześków, 04-03-2016 20:55:55